Strona główna

piątek, 16 sierpnia 2013

MOJE PIERWSZE W ŻYCIU POWIDŁA ŚLIWKOWE !!!

Od dawna miałam ochotę na domowe powidła śliwkowe jakich smak pamiętam z dzieciństwa. Przerażało mnie zawsze , że robi się je trzy dni, że się  przypalają i inne dziwne historie zasłyszane gdzieś tam przy okazji. Ale pewnego dnia, stojąc na targu przy skrzyniach pełnych śliwek pomyślałam - co mi szkodzi! Najwyżej nie wyjdą.
Zaopatrzyłam się w owoce, popędziłam do domu i zabrałam się do pracy. Efekt oszałamiający. Powidła są doskonałe, smakują tak jak lata temu. Są tak gęste, że można je kroić nożem. Malutki słoiczek powideł zjadłam zaraz jak tylko wystygły. Warto było, i wcale nie było to trudne. Okazało się, że zakupiona jakiś czas temu głęboka patelnia z wyprzedaży jest niezastąpiona do celów przetworowych. Nic się w niej nie przypala!!!
Jutro pędzę po kolejne śliwki na targ .







SKŁADNIKI:
 3 kg śliwek ( tyle wchodzi do mojej patelni)
2 szklanki cukru ( niekoniecznie, jeżeli mamy bardzo dojrzałe śliwki )
1 łyżka octu 10 %

PRZYGOTOWANIE:
Śliwki myjemy i wyjmujemy z nich pestki. Wkładamy owoce do garnka, rondla, lub głębokiej patelni ( najlepiej aby to było naczynie, w którym ciężko jest cokolwiek przypalić :) i zaczynamy podgrzewać. Gdy owoce zaczną puszczać sok dodajemy cukier i dokładnie mieszamy. W pierwszym dniu smażyłam powidła ok. 2 i 1/2 godziny na małym ogniu co jakiś czas mieszając.
Następnego dnia czynność tę powtórzyłam ( kolejne 2 i 1/2 godz.). Trzeciego dnia powidła podgrzałam, dodałam łyżkę octu ( do końca nie jestem pewna po co, ale słyszałam że się dodaje ;) )
i smażyłam kolejne 2 godziny teraz już dość często mieszając.  W sumie to od początkowej fazy do końca moją miksturę zredukowałam o ponad połowę. Smak octu nie jest wcale wyczuwalny  a powidła maja nieziemski smak. Gorącymi powidłami napełniłam wyparzone słoiczki, postawiłam do góry dnem i zostawiłam do wystudzenia.
Teraz kolej na wypieki z ich dodatkiem:))



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz